|John Anderson|
|18 lat|
|18 lat|
|Mężczyzna|
|Stany Zjednoczone |
|Zielone oczy|
|17 stycznia|
|chorowity|
|17 stycznia|
|chorowity|
Na co dzień raczej cichy, zamknięty w sobie i odizolowany od świata w odmętach swojego pokoju. Gdy trafi na zły dzień dodatkowo jest jeszcze zgryźliwy. Z drugiej jednak strony stosuje się do wyznaczonych zasad... przez siebie. Te które wyznaczane są przez jego rodzinę nieszczególnie go obchodzą, choć skrycie niektóre z nich zawarł też w swoim kodeksie.
Niekoniecznie rozumiany przez innych i samego siebie.
Zagubiony w świecie, który opacznie widzi swoimi oczyma.
Ma zwyczaj zamykania się w pokoju, podkręcania muzyki tak by nie dało słyszeć się własnych myśli, włączania konsoli do gier i siadania w oknie by bezcelowo patrzyć się w okno. To jego świat. Tworzy wokół siebie iluzję, by nikt się do niego nie zbliżał. Dla domowników ma wyglądać na zbuntowanego nastolatka, który nie przestaje nigdy grać. Kupuje nawet nowinki ze świata gier i ''przypadkiem'' w widocznych miejscach zostawia paragony fiskalne. Tylko po to by domownicy myśleli, że wydaje pieniądze na bzdury, które niczego go nie nauczą. Muzyka jest dla niego, dzięki niej nie słyszy ich, nic nie słyszy, czuje tylko wibrujący bit na sercu.
- Wyjdź do znajomych. Przestań grać w te bzdury. Słuchasz mnie?!
- Nie. - Odparł beznamiętnie. Wyciągnął sok pomarańczowy z lodówki i upił z plastikowej butelki kilka łyków.
- Ile razy mam powtarzać?! Nalej do szklanki! - Słowa spływały po Johnie jak po kaczce. Dostał SMS'a. Wyciągnął z kieszeni telefon, odczytał go i szybko odpisał.
- Mówię do ciebie! Jak ty w ogóle wyglądasz?! Chodzący trup... - Chłopak po raz kolejny zignorował słowa ojca. Wyszedł z kuchni bez słowa.
Co do jednego na pewno jego ojciec miał racje, John wyglądał czasami jak trup. Wiecznie niewyspany, wiecznie zmarnowany...
Po tym co się stało 3 lata temu zamknął się w sobie z dnia na dzień. Szesnastego marca był towarzyskim, miłym, uprzejmym chłopaczkiem, siedemnastego zmienił się we wrak człowieka. Nie poradził sobie psychicznie, od tak. Zaczął żyć w iluzji. Okłamuje samego siebie i innych.Niekoniecznie rozumiany przez innych i samego siebie.
Zagubiony w świecie, który opacznie widzi swoimi oczyma.
Ma zwyczaj zamykania się w pokoju, podkręcania muzyki tak by nie dało słyszeć się własnych myśli, włączania konsoli do gier i siadania w oknie by bezcelowo patrzyć się w okno. To jego świat. Tworzy wokół siebie iluzję, by nikt się do niego nie zbliżał. Dla domowników ma wyglądać na zbuntowanego nastolatka, który nie przestaje nigdy grać. Kupuje nawet nowinki ze świata gier i ''przypadkiem'' w widocznych miejscach zostawia paragony fiskalne. Tylko po to by domownicy myśleli, że wydaje pieniądze na bzdury, które niczego go nie nauczą. Muzyka jest dla niego, dzięki niej nie słyszy ich, nic nie słyszy, czuje tylko wibrujący bit na sercu.
- Wyjdź do znajomych. Przestań grać w te bzdury. Słuchasz mnie?!
- Nie. - Odparł beznamiętnie. Wyciągnął sok pomarańczowy z lodówki i upił z plastikowej butelki kilka łyków.
- Ile razy mam powtarzać?! Nalej do szklanki! - Słowa spływały po Johnie jak po kaczce. Dostał SMS'a. Wyciągnął z kieszeni telefon, odczytał go i szybko odpisał.
- Mówię do ciebie! Jak ty w ogóle wyglądasz?! Chodzący trup... - Chłopak po raz kolejny zignorował słowa ojca. Wyszedł z kuchni bez słowa.
Co do jednego na pewno jego ojciec miał racje, John wyglądał czasami jak trup. Wiecznie niewyspany, wiecznie zmarnowany...
Od tamtego też czasu nie potrafi sobie poradzić z bliskością (od 3 lat nikogo nie przytulił). Nie mówiąc już o tym, że nawet o tym nie myśląc oddala się od osoby jeśli takowa stoi zbyt blisko niego.
Z drugiej strony jest nad wyraz bystry, ale swoje oceny trzyma na średnim poziomie, nie zbyt wysokie, ale też nie zbyt niskie. Chodzi tylko o to by nikt się nie czepiał, ale też żeby go za nic nie wyróżniali. Nie chce zwracać na siebie niczyjej uwagi, bo dzięki temu łatwiej jest przedrzeć się przez monotonne dni.
Kolejnym kontrastem do wizerunku który stara się utrzymać, jest fakt iż gra na akustycznej gitarze i swojego czasu grywał też na pianinie, ale pociął je siekierą i spalił w ognisku, bo zbyt bardzo przypominało mu o Niej.
Wiesz jak tu jest...
Już tu byłeś.
Kiedyś na pewno.
Czasami udaje się wydostać,
czasami nie.
Pogrążysz się w otchłani.
------------------------------------------------
Kontakt na pewno na czacie oraz gg: 49837101. Powiązania : nie ma sprawy. Wątki pod kp: Chętnie. Wiadomo, kp może ulec zmianom.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz